I R M I N A W O L N I A K  .  P R O

POKOLENIE NIEZADOWOLONYCH

A GDYBY JUTRO BYŁ OSTATNI DZIEŃ TWOJEGO ŻYCIA?

Czy powiedziałbyś dzisiaj o sobie, że przeżyłeś dobre życie? Z natury jako ludzie, a w dodatku Polacy jesteśmy dla siebie bardzo krytyczni. Miałbyś więc pewnie kilka rzeczy sobie do zarzucenia takich jak: "mogłem mieć lepszą pracę, zobaczyć więcej świata, bardziej korzystać z życia, lub być bardziej odpowiedzialnym. Mogłem mieć więcej przyjaciół, lub po prostu jednego, ale prawdziwego"...i tak dalej. Niezależnie od poziomu krytycyzmu chyba każdy z nas znajdzie w sobie coś co chiałby zmienić i do pewnego stopnia jest to dobre. Ten kto nie szuka dobrych zmian w swoim życiu, ten nie wzrasta. Ale co się dzieje, kiedy ta szala niezadowolenia z różnych rzeczy przechyla się w jedną, tą bardziej krytyczną stronę? Przestajemy patrzeć na to, co nam się udało, natomiast ciągle szukamy tego, co jeszcze można zmienić. Z niepokojem patrzę jak coraz częściej otacza mnie pokolenie ludzi niezadowolonych. Co to znaczy i jakie są tego konsekwencje? Zapraszam do dalszej lektury

 

PROLOG

Kilka dni temu rozpoczął się mój 29 rok życia. Patrząc na moje życie z perspektywy czasu, mogę powiedzieć o sobie, że udało mi się. Udało mi się osiągnąć cele, które sobie założyłam i spełnić swoje marzenia. Dostałam się na wymarzone studia, wydałam książkę, a po zakończeniu studiów mogłam zacząć pracę w zawodzie grafika, by po kilku latach pracować przy dużych wydarzeniach. W tym czasie znalazłam wspaniały kościół, w którym rozpoczęłam pracę, skończyłam szkołę biblijną i mogłam działać duszpastersko w środowisku studenckim. Rok temu wyszłam za mojego najlepszego przyjaciela, zostałam żoną i panią domu. Wydawało mi się, że jestem w bajce. To co Bóg uczynił w moim życiu w ciągu ostatnich 7 lat przekraczyło moje wyobrażenia. Natomiast kilka miesięcy temu pewnego zimowego dnia zorientowałam się, że mimo to, że osiągnęłam w życiu już wszystko co chciałam, to nadal nie czuję się szczęśliwa.

 

KŁUCIE W SERCU I MASZYNKI DO GOLENIA

Nie zrozumcie mnie źle, to nie było tak, że nie byłam za nic wdzięczna. Byłam, ale w tej wdzięczności brakowało tego, że nie była ona stanem, a była aktem. Nie wstawałam rano ciesząc się na myśl, że żyję; było raczej tak, że witałam się z dniem, jego ciężarami i zmaganiami. Wiedziałam, że powinnam dziękować Bogu za to co mam, gdzie jestem i naprawdę szczerze to robiłam. Jednak kiedy w moim życiu nastał trudniejszy czas, te pojedyncze akty były potrzebne, jednak nie były wystarczające, aby moje życie kojarzyło mi się ze spokojem i radością. Pisząc prolog, moim celem było zwrócenie Waszej uwagi na to, że w teorii moje życie wyglądało cudownie, niczym z Instagramowego konta - w moim życiu pojawiły się wszystkie czynniki, które powinny warunkować moją satysfakcję i szczęście w życiu. Gdybym umieściła te wszystkie chwile z życia o których pisałam w prologu na mojej instagramowej ścianie, w formie pięknych, najlepszych wybranych zdjęć, to każdy by pomyślał, że jestem człowiekiem sukcesu i w dodatku bez żadnych problemów. Teraz pytanie do Ciebie drogi czytelniku - ile razy oglądałeś czyjeś życie na facebook'u lub instagrami'e i czułeś ukłucie w sercu, bo pomyślałeś, że Twoje życie nie wygląda tak świetnie i że inni są o wiele bardziej szczęśliwi niż Ty? Zatrzymaj się tutaj na chwilę i odpowiedz sobie szczerze. 
 
 
Jeśli nie miałeś nigdy takiej sytuacji, nie musisz czytać dalszej części tego wpisu, chyba, że zainteresował Cię on na tyle, żeby go dokończyć. Moje następne słowa będą skierowane do tych, którzy znaleźli się w miejscu permanentnej pogoni za bliżej nieokreślonym celem i stałego niezadowolenia, czyli także do mnie samej.
 
 
Cele są ważne, jednak zauważyłam, że w miarę postępu technologicznego, ilość informacji którą otrzymujemy na każdym kroku jest tak zatrważająca, że zaczynamy gubić poczucie jakiegokolwiek wyższego celu. Na każdym kroku jesteśmy wręcz bombardowani reklamami, których celem jest przekazanie nam, że to, czego brakuje nam w życiu to właśnie ich produkt. Mijałam jakiś czas temu przystanek autobusowy na którym był plakat reklamujący kobiece, jednorazowe maszynki do golenia znanej firmy. Pod zdjęciem trzech ponętnych modelek w skąpych strojach kąpielowych, widniał dumnie napis: "Jedyne czego potrzebujesz, aby wakacje były udane." Zdębiałam. No tak, faktycznie, o powodzeniu moich wakacji decydują gładkie nogi, nie zapominając już o figurze modelki prosto spod photoshopa. Takich reklam, które nie mają w praktyce sensu, za to ich zadaniem jest niewerbalny atak w nasze postrzeganie siebie jest mnóstwo. Będą konsekwentnie podsycać nasze niezadowolenie z siebie w taki sposób, aby nasza ręka sięgnęła po kolejny, niekoniecznie potrzebny nam ciuch, albo kosmetyk, który na modelce na zdjęciu wygląda olśniewająco, a hasło reklamowe zawsze będzie nam przekazywało podprogowo: "jeśli kupisz nasz produkt, będziesz taka jak ona". Podobnie działają dzisiaj social media (SM). Efektem jest to, że cały świat oferuje nam tyle celów do osięgnięcia dziennie, że tracimy w ogóle jego poczucie. 
 

ŹRÓDŁO NIEZADOWOLENIA

Na czym polegało źródło mojego niezadowolenia? Na porównywaniu się.
Bill Johson powiedział kiedyś: porównywani się zabija w nas zadowolenie. I są to słowa, które udało mi się już kilka lat temu przekuć na działanie w życiu realnym. Stoczyłam w swoim umyśle prawdziwą bitwę, aby nie porównywać się z tymi, których widzę na codzień, ale jak się zorientowałam, drugą bitwą jaką musiałam stoczyć niedawno było porównywanie swojego życia, do życia ludzi, którzych tak naprawdę nie znam, ale widzę po ich high-lightach - czyli momentach, często ustawionychi pozowanych zdjęciach na Instagramie lub innych podobnych platformach - że moje życie nie jest tak piękne jak ich. Instagramy pań domu, gdzie żony są zawsze pięknie umalowane (nawet na porannym zdjęciu w łóżku z dwójką bobasów przy sobie), na stołach zawsze jest idealny porządek, sztućce i talerze są prosto z najmodniejszego sklepu, dzieci nie brudzą się podczas jedzenia, a mężowie są zawsze szczęśliwi i chętni do tego aby pozować z całą familią do sielankowych zdjęć. Kiedy to czytam, sama się śmieje do siebie i myślę, że to przecież ściema, no ale cóż. Sama w tą ściemę zaczynałam wierzyć i po ślubie zaczęłam od szukania inspiracji, a skończyło się prawie na stanie permanentnego niezadowolenia z tego co mam, bo przecież "zawsze mogło być ładniej i lepiej".
 
Takie profile miały służyć moim inspiracjom do zaprojektowania wnętrza mojego domu, ale SM są tak skonstruowane, że jeśli wybierzesz sobie jakiś profil Twoich zainteresowań, to zaraz dostaniesz od nich kolejne i kolejne propozycje, abyś widział więcej, inspirował się, a w skrajności był niezadowolony z tego co masz i chciał kupić nowe rzeczy, ponieważ reklamy również pojawiaja się wg Twoich zainteresowań, albo wymienić te które masz na takie jakie mają Ci, których życie wygląda tak cudownie na zdjęciach. Nie będę opisywała tego problemu szerzej, ponieważ są specjaliści od badania tego zjawiska, ale zauważyłam jedno na podstawie swoich doświadczeń i obserwacji innych osób w moim otoczeniu. Każdy nowy telefon służy Ci i jest Twoim oczkiem w głowie, dopóki nie pojawi się jego nowsza wersja. Wtedy, pomimo, że Twój telefon nadal dobrze Ci służy i nie ma w nim nic złego, staje się Twoim źródłem niezadowolenia, bo jest "stary i już nie taki sprawny jak ten nowszy model". Prawda jest taka, że gro pracy wykonuje tutaj marketing, który podsyca Twoje niezadowolenie, finał jest taki, że w końcu  z 4 telefonami w szufladzie - każdy działa, tylko już nie jest tak dobry i modny jak ten najnowszy.

 

POKOLENIE HIGH-LIGHT

Czym jest z pokolenie High-Light? Są to ludzie, którzy swoje postrzeganie rzeczywistości, która ich otacza opierają na high-lightach oglądanych w SM (Social Media). Spędzają dzień na tym, że w wolnej chwili odruchowo przeglądają media społecznościowe, (nawet jeśli z kimś aktualnie prowadzą rozmowę na żywo) nie mając w tym nawet wyraźnego celu. Oglądają na popularnych 'stories' jak wyglądał dzień u innych, a potem czują, że coś ważnego ich ominęło. Bo widzą tylko high-lighty, czyli pojedyncze, wybrane momenty - dosłownie wybrane, podrasowane filtrami sekundy z życia innych ludzi, i przekładają je na rzeczywistość. Obecnie telefon komórkowy wręcz prosi się o instalowanie platform SM, a one są tak projektowane, aby każdy użytkownik telefonu chciał je mieć. Nie jestem przeciwnikiem Social Mediów, sama z nich korzystam, ale jestem zwolennikiem świadomego życia i świadomego używania rzeczy, które nas otaczają. Po części rozumiem strategie marketingowe SM ponieważ sama działam w mediach i wiem, że jedyną rzeczą na jakiej zależy wielkim korporacjom jest jedno: sprzedaż. Nie Twoje dobro, ani relacje. Sprzedaż.

 

JAKI JEST CEL?

Będąc w stanie permanentnego niezadowolenia skupiałam więcej swojej siły i energii na tym czego mi jeszcze brakuje, zamiast cieszyć się z małych osiągnęć. Zaczęłam sobie zadawać pytanie: jaki jest w tym cel? Miałam świadomość, że dążę do czegoś, skoro byłam niezadowolona z tego co mam, znaczyło to, że dążę do tego, aby to zmienić. Prawdą jednak jest, że w stanie permanentnego niezadowolenia nie jesteś w stanie racjonalnie nakreślić swoich wartości i celu w życiu, bo większość rzeczy wydaje się do zmiany. Od tych małych: mania ciągłego sprzątania i czyszczenia domu, aby wyglądał idealnie jak na zdjęciach, niezadowolenie ze swojej garderoby; do tych dużych: strata poczucie własnej wartości, chęć zmiany własnego wyglądu w znacznym stopniu, niezadowolenie z pracy, stylu życia, partnera. Od razu wyjaśniam: pewne zmiany są konieczne i potrzebne, piszę tu o stanie, kiedy high-lighty, porównywanie się i życie życiem innych powodują, że gubisz poczucie tego, kim tak naprawdę chciałbyś być. Obudziłam się z tego marazmu, kiedy zorientowałam się, że godzę się na pewne rzeczy nie dlatego, że chcę taka być, ale dlatego, że wszyscy mówią, że tak jest modnie i fajnie. Przykład? Hipsterskie kawiarnie.

 

W HIPSTERSKIEJ KAWIARNI

Nie mam absolutnie nic przeciwko hipsterskim kawiarniom. Są fajne, mają klimat. Jedyne co zauważyłam, to kawiarnia zasługuje na miano "hipsterskiej" kiedy pojawiają się w jej wystroju surowe, lub PRL'owskie elementy, kawa jest parzona metodami alternatywnymi, a przynajmniej jeden barman ma brodę. Wtedy potocznie społeczeństwo nadaje takiej kawiarni przydomek "hipsterska".
 
Tak jak mówiłam, nie mam nic przeciwko tym miejscom. Jednak idąc kiedyś z moim mężem na kawę, on podekscytowany powiedział, że znalazł "nową hipsterską miejscówkę, którą koniecznie muszę zobaczyć". Oczywiście zgodziłam się, usiadłam w przymałym PRLowskim fotelu, spojrzałam na artystyczne zdjęcia nagich kobiet z lat 70-tych wiszące na obowiązkowo surowej betonowej ścianie i czekałam na moje cappuccino. W całej tej otoczce, którą kocha wielu ludzi, ja uśmiechałam się smutno do siebie i pomyślałam: ja chyba wcale nie lubię takich miejsc. To nie jest to, co ja lubię. Ale moment....to co ja tak naprawdę lubię? Pijąc to nad wyraz gorzkie cappuccino doszło do mnie, że tak często żyłam wyobrażeniem życia które jest fajne i "jak z instagramowego konta", że zapomniałam o tym, co tak naprawdę lubię robić. 
 

SZCZĘŚCIE I SPOKÓJ KAŻDEGO DNIA

Co z tym zrobiłam? Podjęłam się "detoksu". Szczerze w modlitwie zaczęłam prosić Boga, żeby pomógł mi uporać się z tym stanem. Nie chciałam już więcej żyć z poczuciem, że muszę coś poprawić, że muszę coś zrobić i być jakaś. Chciałam, aby wdzięczność i radość towarzyszyły mi każdego dnia, pomimo wszystko. Dlaczego? Ponieważ wiem, że jest to rzeczywistość Bożego Królestwa. Radość i pokój są owocami przebywania w nas Ducha Świętego, apostoł Paweł pisał w liście do Tesaloniczan: "Zawsze się radujcie..." (I Tes 5:16) Kiedy przyszła zmiana, poczułam się, jakbym zeszła z jakiejś emocjonalnej karuzeli. Chciałam wiedzieć, jaką chce mnie widzieć Bóg. Kim jestem w Nim.
 
Ograniczyłam swój dostęp do SM, ten czas poświęcając na czytanie książek, modlitwę i rysowanie, czyli rzeczy, które były dla mnie korzystne i mnie relaksowały. Przestałam obserwować konta, które wytwarzały we mnie poczucie niezadowolenia z rzeczy, które posiadam. Modliłam się i ze szczęściem zaczęłam odkrywać, że Bóg zaczął mnie uwalniać od presji sprawdzania social mediów. Uświadomienie sobie problemu było tak naprawdę kluczowym i najtrudniejszym momentem. Rozmyślałam nad tym kim jestem, jakie są moje talenty, obdarowania, co sprawia mi radość i szczerze musiałam przed sobą przyznać, że wiele rzeczy, które wcześniej zaprzątały moją głowę nie miały zupełnie sensu. 
 
Zaczęłam budzić się rano i moja wdzięczność już nie była tylko wymuszonym aktem, ale zaczęła stawać się codziennym stanem. Wypisałam również rzeczy, które są konieczne do zmiany, aby ustalić sobie priorytety i pozbyć się tych fałszywych celów.

 

REALNE CELE I WARTOŚCI

Teraz na liście moich celów są: rozwój relacji z Bogiem, moja rodzina, nasze zdrowie, moi przyjaciele, służba duszpasterska, praca i rozwijanie obdarowań. Nie jest to lista numerowana, ponieważ na każdą z tych rzeczy muszę poświęcić dużo czasu i siły, każda z tych rzeczy jest ważna, niektóre są po prostu bardziej kruche i zaniedbanie ich wytworzy większe konsekwencje i tego muszę być świadoma. Ale w tym całym pędzie mam przynajmniej poczucie zdrowego celu. Kolejnym etapem była nasza wspólna modlitwa o więcej radości w naszym małżeństwie i o przyjaciół. Podejmowaliśmy ku temu konkretne kroki i już widzimy efekt naszej pracy i modlitw. Dawno się tyle nie śmiałam i nie żartowałam co teraz, a wiem, że to dopiero początek. Zmieniliśmy także nasze żywienie, ponieważ było to potrzebne i przewartościowaliśmy nasz czas pracy tak, aby znalazło się więcej czasu na rozmowy i spotkania z ludźmi, którzy są przecież dla nas bardzo ważni. Krok po kroku projektujemy swoje życie i małżeństwo.
 
Celowo nie wstawiamy na nasze Instagramowe 'stories' naszych spotkań, małżeńskich chwil, kaw, czy imprez na które chodzimy, natomiast chcemy dzielić się naszymi wartościami i pasjami. Stąd ten blog, stąd moje warsztaty z brushletteringu, z których skorzystało fizycznie już prawie 100 osób, a wiele pisze do mnie pytając o rady i wysyłając swoje prace. Chcemy być powodem do inspiracji, a nie niezadowolenia.

 

ZACZNIJ OD DZISIAJ

Podzieliłam się z Wami moją historią, bo może wśród Was są osoby, które są niezadowolone z siebie, pomimo, że są w dobrym miejscu swojego życia. Może moja historia Was zainspiruje i pokaże, że można żyć i cieszyć się z każdej chwili, którą się ma, nawet jeśli pojawią się trudności. Bóg Was kocha, każdego tak samo, niezależnie czy w Niego wierzycie czy nie. Sama tego doświadczyłam i nadal doświadczam. On nie chce, abyśmy żyli w nieuzasadnionym pędzie i chce, byśmy znali swoją tożsamość. Jeśli jesteś jedną z takich osób i jesteś zdecydowany coś zmienić - zacznij od małych rzeczy, może od modlitwy, może od wypisania celów, które tak naprawdę liczą się w Twoim życiu. Krok po kroku zacznij odcinać to co stare i zrób miejsce na to co nowe. Nie musisz być idealny, bo nie ma czegoś takiego jak jeden określony ideał, "ideały" próbują kreować media i pop-kultura, ale pamiętaj, że nie musisz być im poddany. Możesz zamiast hipsterskich kawiarnii wybrać bardziej elegancką, albo retro. Możesz zamiast na kawę iść do niszowego kina, możesz założyć kartę do biblioteki, bo już zapomniałeś, że przecież kochasz czytać książki.
 

EPILOG

Poruszyłam bardzo specyficzny temat, z którym miałam okazję sama stoczyć walkę. Ja na szczęście wygrałam i udało mi się wyjść z tego błędnego koła. Wokół siebie natomiast mamy coraz więcej ludzi niezadowolonych, a tak naprawdę oszukanych. Zostali oszukani przez popkulturę, że nie są wystarczająco ładni, wysportowani, bogaci i fajni. Że nie mają wystarczająco fajnych znajomych i imprez, na które mogą chodzić w piątki po pracy. Myślą, że muszą być tacy jak to co widzą, zapominając o tym, kim tak naprawdę chcą być. Jak możemy to zmienić? Zacznijmy od siebie, a potem bądźmy przykładem i inspiracją - każdy talent i obdarowanie są dobre, wszystkie rzeczy są po to, aby z nich korzystać. Sednem jest to, aby robić to świadomie.
09 grudnia 2020

P O W R Ó T